Jak bardzo straciłam na pewności siebie, że czasami jestem całkowicie zdumiona, gdy słyszę od Niego: "I've missed U" "You are the best Ana" or "I though I won't never have U", a gdy obudziliśmy się rano, okazało się, że nie spał prawie całą noc "I was so excited that I'm here with U that I coudn't sleep". A jedyne co jestem w stanie mu odpowiedzieć, to "Nice to hear that"
Co ze mną nie tak?

Spotkało mnie szczęście. Tak jestem szczęśliwa, w tych momentach pomiędzy martwieniem sie, że to nie wyjdzie, a wariowaniem na jego punkcie. Myślę o nim cały dzień, a gdy w końcu jest przy mnie jestem szczęśliwa.

Chociaż tak naprawdę nie widzę w tym za dużo dobrego. Tracę dystans. To miłość z tej półki, bądź przy mnie a wszystko będzie dobrze.

Wietrzyk nudy...
Dwie osoby się przytalują i nic więcej im do życia nie potrzeba.
Uciekam od takiego uczucia. Dobrze, że nie straciłam głowy całkowicie.
To jednak dobra taktyka, gdy czujesz, że ktoś dla Ciebie zaczyna dużo znaczyć, starasz się trzymać go na dystans. Dystans, brak dystansu? Wpadłam i muszę jakoś panować nad moimi emocjami. 

Mam co chcę, czy robić nic nie muszę? W swoim życiu, tak mało miałam czasu by oswoić się ze szczęściem, że nie wiem jak mam funkcjonować w takim stanie.

Siedzę i myślę, w czym jest problem...

Czasami sobie myślę, że jestem Drama Girl. Burza emocji, wtedy czuję, że żyję. Rzyganie tęczą z powodu szczęścia jest dla mnie chyba tak idealne, że aż nudne. Słodkie oczy, trzymanie się za ręce, głaskanie po głowie.

A najgorsze jest to, że w tych momentach jestem tak cholernie szczęśliwa, że mam wrażenie, że to co się dzieje, jest wyłączone z rzeczywistości...

Tak się nie da funkcjonować, one more drama please! Ludzie lepiej się czują w życiu chyba, gdy nie są szczęśliwi, wtedy nie mają nic do stracenia...

Definitywnie nie radzę sobie, ze szczęściem. Śmiech.

Czy prawdziwa miłość, zawsze przejawia się wariowaniem?
I tak rodzą się problemy. Ludzie tracą dystans i nie widzą czerwonego światła.


Sex and the city S06E10

Mówisz to, co myślisz (?)

7 marca 2012
17:22
Wielu ludzi nie potrafi mówić tego co myśli.
Zawsze myślałam, że mają obawy przed tym, by kogoś nie urazić
albo boją się, że to co powiedzą może się obrócić przeciw nim.
Że są słabi psychicznie.
Nie są przygotowani na reakcje i na ewentualną potrzebę ripostowania.

Ale rzeczywistość jest bardziej rażąca.
Mnie osobiście się to w głowie nie mieści.
Oni nie mają swoich przemyśleń!
Nie mają swojego zdania.
Dlatego nie są szczerzy.
Nie mają merytorycznego materiału do operowania.
W takiej sytuacji mowa o szczerości wydaje się poziomem dla nich nie do osiągnięcia.

Nie chcę się otaczać takimi ludźmi.

A niestety. Coraz częściej muszę przyznawać się do tego, że zaczęłam otaczać się ludźmi, z którymi nie da się poruszyć tematów, do których dyskusji przywykłam.


True story:
- Co jest gorsze: niewiedza czy ignorancja?
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to.

16 lutego 2012
21:24

Wolałabym tylko raz... poczuć jego włosy... pocałować usta... dotknąć dłoni... niż zaznać wieczności bez tego... Choć raz..

16 lutego 2012
21:23
Najgorzej jest, jak w jednym momencie wali się wszystko to co dawalo Ci chęć do życia.
‎"Jedni chcą Cię zmienić,
drudzy chcą być Tobą.
Jedni chcą Cię żenić,
drudzy rozwód biorą.
Jedni chcą Cię zżenić,
drudzy Ci pomogą.
I są tacy, którzy kochają Cię takiego,
jakim jesteś.
Jedni Cię nie czają,
drudzy Boga w Tobie widzą.
Jedni Cię kochają,
drudzy nienawidzą."

Grubson.
A gdyby? To dwa kompletnie neutralne słowa, które będąc w parze mogą dręczyć Nas do końca życia. 

A gdyby?
A gdyby?
A gdyby?

Nie wiem jak zakończyła się twoja historia, ale jeśli to, co wtedy czułaś, było prawdziwą miłością to nigdy nie jest za późno. Prawdziwa miłość nie zna przemijania. Jeśli była ona prawdziwa wtedy, to czemu nie miałaby być i teraz? Potrzebujesz jedynie odwagi by podążyć za głosem serca. Nie wiem jak to jest kochać tak jak Julia, tak by zostawić najbliższych, tak by przebyć szmat drogi, ale chcę wierzyć, że gdy tak pokocham, będę miała odwagę uchwycić to uczucie. Jeśli wtedy to przegapiłaś, to teraz możesz to zmienić.

Fragment z filmu "Listy do Julii"

Insomnia.

31 grudnia 2011
04:42
Z rzeczy, które nie pozwalają zasnąć, kawa jest najsłabsza...

Praca licencjacka.

29 grudnia 2011
22:24
Od dłuższego czasu mam wrażenie, że zaczynam się otaczać osobami poniżej mojego poziomu intelektualnego. Teraz mam wrażenie, jakbym robiła przy nich krok w tył w rozwoju. Zrodziły się we mnie dziwne ograniczenia... emocjonalne i w wyrażaniu własnej opini. Pracowałam długo nad umiejetnościami pisania, wyrażania myśli. Osiągnęłam poziom, który mnie w pełni satysfakcjnonował, nie miałam żadnych oporów i problemów z układaniem swojej wypowiedzi, na każdy temat potrafiłam się swobodnie wypowiedzieć i być przy tym pewna siebie. Ale zrobiłam ten krok w tył. Jest to na tyle kłopotliwe, że znajduje się w sytuacji, kiedy stoję przed wyzwaniem napisania pracy licencjackiej. A dzisiaj... wystartowania z pisaniem pierwszego zdania i pierwszego rozdziału. Tylko najpierw muszę przeskoczyć tą barierę intelektualną. Skąd tu teraz wytrzasnąć jakiś błyskotliwy pomysł na tą trudność. Moim pierwszą ideą jest właśnie napisanie własnego tekstu na blogu. Będzie to jakiś pierwszy schodek w drodze w pisaniu pracy. Uważam, że jeżeli jestem teraz w stanie wyrazić to jak się czuję, to co myślę i szukam sposobów na wyjście z sytuacji, to jest to początek w rozwoju moich myśli i rozważań nie tylko na temat tego problemu. Jeśli teraz piszę o problemie z rozpoczęciem pisania, to mogę to przeskoczyć w jakiś sposób i zacząć pisać na temat mojej pracy. Chciałabym, żeby moja praca była błyskotliwa, zajmująca i lekka. By czytało się to z zaangażowaniem. Taki mam cel, obrałam go sobie, kiedy wiedziałam, że mam siłę na to by taka była. Gruntownie pracowałam codziennie nad wyrażaniem własnych opinii i poruszaniem bliskich i odległych aspektów tematyki własnej wypowiedzi. To czemu 'do huja' dzisiaj czuję jakiś obniżony poziom moich zdolności intelektualnych i możliwości lekkiego pisania? Ja znam odpowiedź na to pytanie. Ostatnio wydarzyło się parę rzeczy, które zbiły mnie z właściwego toru myślenia, negatywne rzeczy wpływają negatywnie na nastrój, a to obniża poziom pewności siebie w tym co się robi, mówi - również na wyrażanie swojego zdania. Pracuję nad powrotem do poprzedniego stanu. Jest to trudniejsze niż może się wydawać. Jak tu pisać lekko? Zaangażować się w temat, wejść w tak zwany stan "bycia na fali"? Teraz to oprócz tego co czytam i chciałabym pisać, przez umysł przechodzi mi milion myśli niezwiązanych z pracą, które nie pozwalają mi sie na niej całkowicie skupić. Wiem czego potrzebuję, jakiegoś bodźca zewnętrznego, który stymulowałby moją pracę umysłową - idealnie by było mieć go w postaci inteligentnego rozmówcy. Przez dwa lata tą rolę pełnił mój partner, kiedyś jeszcze przyjaciółka, z którą nie mam już kontaktu, niestety. Jestem ogromnie wdzięczna losowi, że mogłam spotkać ich na swojej drodzę. Dzięki nim niewiarygodnie się rozwinęłam. Teraz potrzebuję kogoś właśnie z takiej półki. Kogoś kto mnie podnieci intelektualnie, moje koleżanki zapamiętały z naszej rozmowy na temat facetów, jedno moje zdanie, które często przytaczają, że następnym moim facetem będzie ktoś, kto będzie mnie podniecał i stymulował intelektualnie i z kim spędzę lata (nie piszę resztę życia, wychodzę z założenia, że nic nie jest na zawsze i dzień w dzień trzeba sie starać i dbać o to co się ma, jeśli Nam na tym zależy). Kilka zdań wcześniej, pomyślałam, że może moja jednoosobowa wypowiedź będzie wstanie w jakimś stopniu zastąpić mi dialog na potrzebnym mi poziomie. Czy ja sama mogę sobie wejść monologiem na potrzebny mi poziom? Ha... żeby nie wyglądało to jak intelektualna masturbacja. Przesadziłam. Dobra, ale nie mogę już tego cofnąć. Mogę, ale nie chcę cofać żadnym moich słów. Niech płyną. Tak właśnie chcę pisać pracę licencjacką! I chcę wyrażać swoje myśli i opinie i chcę być pewna swoich myśli i słów i nie chcę niczego cofać! (a jedynie poprawiać pojedyczne słowa!). Bardzo, bardzo, bardzo chcę osiągnąć taki stan! Zobaczymy jak to się rozwinie. Idę zapalić papierosa. Osiągnęłam niedosyt pisania własnych myśli :) moja pierwsza pozytywna reakcja umysłu dzisiaj. Byle nie ostatnia...

Sobota w łóżku.

17 grudnia 2011
15:14
Jeżeli spędziłam całą sobotę w łóżku,
ale spędziłam ten czas na zrozumieniu swoich uczuć i emocji
i nad staraniem się obrać spowrotem pozytywne nastawienie do życia  po tych wszystkich emocjonalnych peturbacjach.
To wcale ten czas nie jest stracony :)

done.

Sukces

17 grudnia 2011
10:52

Jak osiągnąć sukces? Moim zdaniem musimy o nim nieustannie myśleć i stale go planować. Planować, gdzie chcemy być jutro, za tydzień, za miesiąc, za rok, za 5 lat... Brian Tracy w jednej ze swoich książek napisał, że nie planując - planujemy porażkę. Jeżeli zaś już mamy plany krótko-, średnio- i długookresowe, to musimy wierzyć, że uda nam się je zrealizować.


Moja dobra znajoma wierzy w tzw. samospełniającą się przypowieść, coś w tym jest. Do tego dorzućmy ciężką pracę - oto moja recepta na sukces... myślę, że Tad Witkowicz - biznesmen i jeden z najbogatszych polskich emigrantów - zgodziłby się ze mną.


Sukces ma wiele wymiarów. Sukcesem może być uzyskanie określonego poziomu zarobków, ale także udane życie rodzinne czy zdany egzamin. Albo trzytygodniowy urlop, na którym właśnie jestem..

Ciasteczko z wróżbą.

17 grudnia 2011
10:51
"Wśród bliskiego otoczenia odnajdziesz bogactwo, którego nie ma w oddali.
Jesteś tam, gdzie zaczyna się szczęście."


Przeczytałam takie słowa na papierku z ciasteczka,
dzień przed moim wyjazdem do Londynu i Madrytu.
Podsumuwując moje tripy po Europie, po powrocie do Opola, cieszę się, że jestem już spowrotem. 
Konkluzją moich wyjazdów będzie tylko jedno zdanie: żeby jechać z kimś w podróż, trzeba wiedzieć z kim się jedzie. Nie trzeba znać dobrze tej osoby, wystarczy intuicja, która podpowiada, że wyjazd będzie udany. Gdzie ja miałam głowę?
Zastanawiam sie tylko, co było pierwsze: jajko czy kura? Wyjazd czy wróżba?
Czy wyjechałam a potem okazało się, że dostałam ostrzeżenie przed wyjazdem 
czy wyjechałam i sugerowałam się tym małym papierkiem wprowadzając to w życie jako samospełniająca się przypowieść?

Rysa na szkle

11 listopada 2011
14:17
Czego wciąż mi brak?
Przecież wszystko mam...

Obcy ludzie mówią, że tak zazdroszczą mi...

Czego wciąż mi brak?
Co tak cenne jest?
Że ta nienazwana myśl
Rysą jest na szkle...


Traktuj życie jak wyzwanie.
Niewypowiedziane słowa duszą.

Ale nie duszą fizycznie gardła,
duszą Cię od środka.




Czekam na spotkanie z P.
Mam mu tyle do powiedzenia.
Czuję czasami, że jest jedynym facetem na świecie
z którym mogę porozmawiać o życiu
na poziomie.
Kiedy go poznałam, myślałam, że to bardzo proste znaleźć taką osobę jak on.
Okazuje się jednak, że pod tym względem jest wyjątkowy.

Doceniam.

"To skomplikowane"

7 listopada 2011
23:36
Dzień pod hasłem:


'Ludzie komplikują sobie życie na własne życzenie.'